eko logo

Co oznaczają symbole graficzne na opakowaniach?

25 lipca 2022

Co oznaczają symbole graficzne na opakowaniach?

Rozmowa z Przemysławem Kuną

Agata Szczotka-Sarna: Dzień dobry, nazywam się Agata Szczotka-Sarna i witam w kolejnym odcinku podcastu Interzero „GOZ do dechy”. Porozmawiamy o tym, jak rozkręcić i nakręcić gospodarkę w obiegu zamkniętym. Dzisiaj moim gościem jest Przemysław Kuna, z którym mam przyjemność od lat pracować. Przemku, co porabiasz w Interzero?

Przemysław Kuna: Dzień dobry. Mam przyjemność być dyrektorem zarządzającym spółki Interzero Advisory, która zajmuje się szeroko pojętym doradztwem środowiskowym. Pomagamy klientom rozwiązywać problemy związane z interpretacją przepisów obowiązujących w naszym kraju.

I to jest bardzo cenna pomoc, bo przepisy bywają zawiłe. A ja dzisiaj zaprosiłam Przemka, bo mam nadzieję, że pomoże mi wesprzeć nie tylko przedsiębiorców, ale też konsumentów w tym, jak się orientować w oznaczeniach opakowań. Drodzy państwo, podobnie jak ja, jesteście w takiej sytuacji w zasadzie codziennie. Robicie zakupy i być może część z was szuka opakowań, które są ekologiczne, i myślicie sobie: „No dobrze, ale od czego zacząć? Co sprawia, że mogę stwierdzić, że opakowanie jest ekologiczne?”. Przemku, zanim wejdziemy w szczegóły, powiedz: gdybyś Ty, jako doradca, miał poszukać opakowania, które jest ekologiczne, i sugerować się tym, co na nim się znajduje, to czego byś szukał?

„Ekologiczne” to bardzo szerokie pojęcie, słowo wytrych często używane w mediach. Powiedziałbym raczej „opakowanie, które nadaje się do ponownego użycia” i najprędzej takiego oznakowania bym szukał.

No dobrze. To może zacznijmy od tego ponownego użycia. Myślę, że przeciętny odbiorca spotyka ten znaczek najczęściej na butelkach, bo butelki szklane często nadają się do ponownego użytku. Taki znaczek dość specyficznie wygląda. Jeżeli możesz, opisz ten znaczek na opakowaniu, które nadaje się do ponownego użytku.

Ten symbol składa się z dwóch strzałek jedna jest pod drugą, które są skierowane w przeciwne strony. Nie jest skomplikowany.

No właśnie. Takiego symbolu możemy szukać, ale idąc tym tropem, ja tutaj będę z Ciebie, Przemku, wyciągać także kwestie prawne. I ja, i Ty wiemy, jak ten znaczek wygląda i gdzie go szukać, ale gdybym faktycznie chciała sprawdzić i porównać, mieć pewną referencję wizualną, to gdzie szukać informacji o tym, jakie znaki producenci powinni nanosić na opakowania. I czy w ogóle powinni to robić?

To bardzo ciekawa kwestia. Otóż my, jako konsumenci, którzy wybierają się do sklepu lub realizują zakupy przez stronę internetową, powinniśmy mieć dostęp do takiej informacji właśnie w miejscu sprzedaży. Chodzi zatem o symbole, które można znaleźć na konkretnych opakowaniach produktów nabywanych w konkretnym miejscu. I to jest coś, co nie jest turbo popularne, jeżeli chodzi o informację medialną. Ja przynajmniej się nigdy z tym nie spotkałem, a szkoda, bo jest to element łańcucha przekazywania wiedzy od podmiotów, które produkują produkty w opakowaniach, do finalnego konsumenta, po to, żeby wiedział, co dalej z danym opakowaniem zrobić.

Odpowiedziałeś na moje pytanie nieco głębiej, niż się spodziewałam. W zasadzie pytałam o to, skąd się bierze regulacja, czyli o prawo, a tutaj naświetla się cała ścieżka, jak ta informacja powinna być przekazywana od rozporządzenia do miejsca, w którym konsument ma do czynienia z opakowaniem. To jeszcze uściślijmy: to jest informacja, której, jak rozumiem, konsument powinien się spodziewać w sklepie. Czyli jeśli wchodzę do swojego osiedlowego sklepu, to tam na mnie czeka jakaś tabliczka albo przynajmniej powinna czekać informacja o oznaczeniach.

Powinna czekać. Przepis jest jednak tak skonstruowany, że nie wymusza na sprzedawcy, żeby był narzucający się klientowi. O ile przedsiębiorca powinien wydać ci paragon, kiedy kupujesz jakiś towar, o tyle już nie ma obowiązku wręczania ci jakiejś odpowiedniej informacji. Natomiast formalnie w miejscu sprzedaży taka informacja powinna się znajdować. Czyli w teorii jako konsument nie powinnaś być nią zarzucona, natomiast powinnaś móc mieć do niej dostęp.

Rozumiem, że ona może być ukryta na zapleczu i wtedy gdy grzecznie proszę, to ją dostaję. Oczywiście mówimy o świecie idealnym. Ale zanim dojdziemy do tego, że to opakowanie jest w sklepie i ta tabliczka bardziej lub mniej ukryta albo schowana gdzieś w internecie w plikach, to de facto, żeby w ogóle użyć tych symboli, muszę móc je znaleźć na opakowaniach. Skupmy się tylko na tych środowiskowych oznaczeniach, bo oznaczeń na opakowaniach jest cała masa (na spożywczych włącznie ze składem). Wszystkie daty ważności, daty spożycia… Czy producent ma obowiązek w ogóle oznaczać swoje opakowanie w jakikolwiek sposób pod kątem środowiskowym?

No niestety nie. Mówię niestety, natomiast fakt też jest taki, że mamy na tyle bogatą paletę opakowań na rynku, że pewnie trudno byłoby jakoś jednoznacznie określić prawnie sposób nanoszenia tych konkretnych oznaczeń. Natomiast jeżeli chodzi o symbole, które są związane typowo z ochroną środowiska, to niestety nie ma takiego obowiązku.

Powiedz mi w takim razie, skąd się te wszystkie znaczki biorą. Wiemy już, że takiego obowiązku nie ma, no ale też widzimy, że na opakowania trafia cała paleta oznaczeń. Można by je w uproszczeniu podzielić na takie, które mówią o tym, z jakiego surowca jest zrobione dane opakowanie, i takie mówiące, co z tym opakowaniem dalej się może wydarzyć. Rozumiem, że wszystkie oznaczenia są nanoszone przez producentów dobrowolnie.

Tak, generalnie są one nanoszone dobrowolnie. Natomiast możemy już na tym etapie naszej rozmowy powiedzieć, że w ogóle, jako rynek, jako społeczność, bo przedsiębiorców trzeba też zaliczyć do społeczności, przechodzimy pewną historyczną, mentalną zmianę (przynajmniej w części, bo nie możemy powiedzieć oczywiście, że dotyczy to wszystkich przedsiębiorców). Mój rocznik najbardziej pamięta symbol, który można było zawsze spotkać na opakowaniach, czyli takiego kanciastego ludka, który wrzucał do kosza jakiś odpad.

No, znamy, znamy typa oczywiście.

Tak. Natomiast nie da się ukryć, że każdy wiedział, albo przynajmniej interpretował to oznaczenie tak, że należy wyrzuć odpad do kosza. To był w ogóle pierwszy krok, z którym można było się spotkać, a teraz ta świadomość wzrasta, więcej mówimy o konieczności prowadzenia segregacji i tak dalej. Zaczęło się pojawiać coraz więcej oznaczeń, które mówią o tym, z jakiego rodzaju materiału dane opakowanie jest wykonane, po to, żeby wiedzieć, do którego kosza je wyrzucić. No bo kiedyś wszyscy wszystko wrzucaliśmy do jednego kosza, stąd być może ten ludek był jak najbardziej transparentny. On po prostu odzwierciedlał rzeczywistość, jakakolwiek by ona wtedy była, dobra czy zła. Natomiast teraz w związku z tym, że już szerzej mówimy o segregacji, to jest jak najbardziej jasne i konieczne, żeby wskazywać odbiorcy finalnemu, gdzie i do którego kosza dany odpad wyrzucić.

Dotknąłeś dwóch spraw. Pierwsza to ten ludek, czyli oznaczenia, które są znane, ale w zasadzie podlegają dowolnej interpretacji i można się spierać o to, czy ich funkcja jest informacyjna, czy edukacyjna. Ludek jest edukacyjny w tym sensie, że należy przynajmniej wyrzucać do kosza. To było dobre. Ale w czasach, kiedy segregujemy odpady, ta funkcja edukacyjna jest trochę niewypełniona. Więc dotykasz jednej kwestii, czyli nanoszenia oznaczeń, które konsumentowi właściwie nic nie mówią, i za chwilę ten wątek mam nadzieję pociągniemy. A druga sprawa to nanoszenie oznaczeń, które już coś konsumentowi mają mówić, na przykład to, z czego jest zrobione opakowanie. To trójkątne oznaczenia informujące, jaki to jest materiał. No ale czy one faktycznie są takie informacyjne dla przeciętnego konsumenta? Czy ktoś zna wszystkie oznaczenia materiałów, których w samym rozporządzeniu jest kilkadziesiąt?

Tak, tutaj jest kwestia połączenia tego, co jest w prawie, i tego, z czym powinniśmy to skontestować, już robiąc bezpośrednio zakupy w danej jednostce handlu. Bo właśnie ta informacja o opakowaniach ma zawierać rozszyfrowanie znaczenia określonych symboli, które są zastosowane. Czyli właśnie w teorii Ty, idąc do sklepu i kupując sobie określone produkty, zabierasz je. I jednak w miejscu sprzedaży (bo wcześniej użyłaś stwierdzenia, że ta informacja może wisieć również na zapleczu) ta informacja, do której powinnaś mieć dostęp jako konsument, powinna Ci wyjaśnić, co określone symbole oznaczają. Tak ludek z koszem, jak i poszczególne trójkątne oznaczenia. Od razu dodam, że one nie muszą być koniecznie trójkątne. Mają kilka wariantów. Gdy analizuję na przykład opakowania od naszych sąsiadów z zachodu, albo w ogóle jeszcze z innych zachodnich rynków, to widzę, że oni często stosują tylko oznaczenie cyfrowe i ewentualnie dodają skrót materiałowy, więc nie zawsze trójkąt to jest coś, czego można się spodziewać.

U nas ten trójkąt jest dość popularny, jeżeli chodzi o oznaczenia. Czy jest prawidłowo nanoszony – to zupełnie inna kwestia, nie do sprawdzenia przez konsumenta. Ja się troszeczkę śmiałam z tego zaplecza, bo mówiłeś, że tablica nie musi mi się narzucać. Więc wyobrażam sobie wszystkich prowadzących małe sklepy, którzy mają całą masę informacji, które chcą nam narzucić. Ta na pewno nie będzie priorytetowa. Ale żarty na bok. Czyli jesteśmy, jako konsumenci, w takiej oto sytuacji, że producent opakowań oznaczać nie musi, ale jeśli może, to powinien to robić rzetelnie. My mamy jakąś informację w postaci tego, co to faktycznie oznacza. Ale powiedziałeś też o tym, że rynek trochę dojrzewa do tego, żeby rzetelnie informować o tym, z czego opakowanie jest i co się z opakowaniem dalej dzieje. Wiemy już, że ludzik z koszem, jakkolwiek sympatyczny, do końca rzetelny nie jest. I tutaj chciałam przejść do informowania konsumentów o tym, gdzie wyrzucić poszczególne elementy opakowania, jeżeli to opakowanie jest złożone z różnych materiałów. Nie jest to jeszcze obowiązek, ale już dobra praktyka, żeby oznaczać oddzielnie na przykład papierową owijkę i folię pokrywającą tackę z daniem. Czy ty widzisz taki trend? Czy sądzisz, że to z czasem stanie się obowiązkiem, albo wiesz, że jest obowiązkiem w innych krajach?

Myślę, że taki trend będzie się pojawiał. W zasadzie pierwsze ślady już są widoczne, zwłaszcza duże podmioty, które na masową skalę sprzedają towary, podejmują kroki w celu wdrożenia jakiegoś własnego systemu oznaczania określonych produktów i ułatwienia konsumentowi kwestii rozpoznania, co zrobić z danym odpadem opakowaniowym. Stosują kolory, które mamy na pojemnikach, więc wtedy w teorii powinniśmy dosyć swobodnie i jakby podświadomie wiedzieć, że jeżeli mamy jakąś określoną kropkę na etykiecie, to powinniśmy wrzucić do tego konkretnego pojemnika o takim kolorze. Natomiast wiadomo, że infrastruktura (jesteśmy dosyć sporym krajem) nie zawsze to odzwierciedla. Nadal nie wszystkie pojemniki mogą być jeszcze w kolorach takich, jakie powinny być, chociaż etykiety powinny być w takich.

Naklejki mają.

Naklejki na pojemnikach, ale ten trend, który pomoże rozszyfrować również to, co zrobić z konkretnymi elementami opakowania, jest zdecydowanie istotny. I w ogóle to, co powiedziałaś, jest bardzo fajne i dobrze, żeby odbiorcy o tym również usłyszeli, że jednak kiedy kupujemy jakiś produkt, który jest złożony, warto myśleć o tym, by go rozdzielać. Czyli, trochę jak dziecko, bawić się w rozdzieranie etykiety, ewentualnie tego, z czego się jeszcze dane opakowanie składa, bo to nam pomoże przeprowadzić właściwą segregację. Jeżeli natomiast chodzi o nanoszenie oznaczeń, to one są czasem różne i nie zawsze na wszystkich elementach da się je właściwie nanieść. Spotkałem się też z tym – sytuacja z rynku włoskiego – że widziałem krótki symbol całego produktu z kolorami naniesionymi na poszczególne elementy. Czyli była infografika całego produktu na etykiecie i odpowiednie kolory naniesione na te elementy opakowania. W Polsce jeszcze takiej infografiki nie widziałem. Myślę jednak, że jeżeli rozmawiamy o trendach, to jest to coś, co może znaleźć zastosowanie w przyszłości. A jeżeli chodzi o naszą rządową stronę, to na tę chwilę nie ma na pewno jakichś kierunków prawnych, które sugerowałyby, jakie to będzie rozwiązanie.

Okej, czyli spodziewamy się, że jeżeli jakaś regulacja wchodzi w innych krajach europejskich jako obligatoryjna, to pewnie u nas też z czasem się pojawi. A jeżeli nie, to też widzimy dużą presję rynku. Takie oznaczenie ikonki opakowania z informacją, gdzie dać poszczególne elementy, czy oznaczone kolorystycznie, czy tylko opisane, pojawia się już też na polskim rynku. Nie chcę tutaj nikogo wprowadzić w błąd, ale ostatnio koleżanka przysłała mi zdjęcie hummusu. Mamy już sporo informacji o tym, że mimo braku zobowiązania dla producentów, żeby zamieszczać oznaczenia, tych oznaczeń pojawia się wiele. Omówiliśmy te dotyczące materiałów. Ale są jeszcze oznaczenia popularne, ale nie do końca jasne, takie na przykład jak opakowanie kompostowalne albo papier z odpowiedzialnych źródeł. Czy tutaj też są jakieś regulacje? I jak to Twoim zdaniem wpływa na postępowanie z opakowaniem od strony producenta i od strony konsumenta?

Najpierw omówmy kwestie tych oznaczeń, które są związane z takim szerokim pojęciem, jak zrównoważony rozwój. Jeżeli chodzi o produkty mi najbliższe, na przykład kakao i czekoladę, to można spotkać oznaczenia, które są związane z tym, że kakao jest pozyskiwane z odpowiedniej plantacji od rolników, którzy prowadzą swoją działalność w sposób zrównoważony. Takie certyfikaty, czy systemy, przede wszystkim wychodzą od związków producentów, rzadko kiedy wychodzą najpierw od jakiegoś państwa. One wychodzą z branży i to jest bardzo dobre, że branża sama próbuje regulować to, jak prawidłowo produkować, czy jak w sposób odpowiedzialny podchodzić do produkcji i wprowadzania odpowiednich produktów na rynek. Jeśli chodzi o zastosowanie, mamy teraz opakowania kompostowalne. Jak na nie patrzeć od strony konsumenta? Tu sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, bo konsument ma ograniczone możliwości pozbycia się swojego opakowania. To znaczy, że przychodzi z określonym produktem do domu, no i wie, że ma jakieś pojemniki, do których może coś wyrzucić. I teraz to, że ktoś deklaruje, że opakowanie jest kompostowalne, rodzi pytanie: w jakich warunkach, gdzie i kiedy jest kompostowalne. Bo teoretycznie w odpowiednich warunkach laboratoryjnych na przykład wiele rzeczy można skompostować, ale powinniśmy do tego podchodzić od tej strony, jaką my, jako państwo infrastrukturę posiadamy do tego, żeby te procesy można było prowadzić na poszczególnych opakowaniach. I to jest problem. Generalnie mówi się też (taka polityka, też szeroko medialna), że może tworzywa sztuczne zastępować właśnie tworzywami kompostowanymi. To jest pieśń przyszłości. Problemem jest to, że w tym momencie nie mamy indywidualnego realizacji.

To przekładając na praktykę codzienną, pojawił się już tutaj ten wątek kompostowalnych opakowań. On się w ogóle przewija między innymi dlatego, że jest to temat popularny i bardzo na czasie. Niektóre certyfikaty mówią, że można coś kompostować w warunkach domowych. Czyli faktycznie takie opakowanie nadaje się do tego kosza na bio, ale większość tych oznaczeń, tak jak powiedziałeś, nie mówi, w jakich warunkach można kompostować. Czyli w takiej sytuacji, jako konsument, właściwie nie mam wyboru. Wrzucam to do tworzyw sztucznych, psując obie rzeczy, mówiąc brzydko. Także tutaj jeszcze czekamy na to, żeby taki system zbiórki się pojawił, i uwrażliwiamy, żeby zerkać, co to kompostowanie oznacza. Bo jeżeli jest to certyfikat, który mówi o kompostowaniu w warunkach domowych, to do bio jest bezpieczne, ale takich opakowań jest… niewiele. Ja chyba jeszcze takich nie widziałam. Czasami jakieś produkty mają znaczek na przykład „ok kompost home” i wtedy to jak najbardziej jest możliwe, ale właściwie jest tego niewiele. Może przy okazji opiszemy taki listek, który oznacza kompostowalne opakowanie.

Jeżeli mówisz o tym oznaczeniu, które można spotkać też na pojemnikach, to ten listek pojawia się z ogryzkiem. A jeżeli chodzi o produkty, to mimo wszystko znowu dalej panuje pewnego rodzaju dowolność. Chciałbym dodać, że problemem, który wiąże się z dobrowolnym oznakowaniem opakowań, jest to, że dochodzi w tym obszarze do delikatnych nadużyć, i to dosyć często. Producent, który wprowadza jakiś towar na rynek, zaznacza na opakowaniu, że to opakowanie albo jest z jakiegoś materiału, albo nadaje się do recyklingu, albo można z nim coś zrobić. No ale właśnie znowu pytanie: czy on na pewno to sprawdził, że coś można z tym zrobić? Trzeba jeszcze raz wrócić do tego, że czym innym są jakieś indywidualne warunki w określonych pracach naukowych i badawczych w laboratorium, a czym innym jest kwestia rzeczywistości. Więc trzeba do tego podchodzić z pewnym dystansem.

Użyłeś eufemizmu, mówiąc o delikatnych nadużyciach. Bo to jednak ma swoją dość jasną nazwę – jest to „greenwashing”. Ale to jest właśnie wątek, który na zakończenie rozmowy chciałam poruszyć. Przy tej dowolności oznaczeń opakowań u nas bardzo popularnym oznaczeniem są takie trzy strzałki, które mają niejako sugerować, że jest to opakowanie nadające się do recyklingu. Ja myślę, że warto uwrażliwić naszych odbiorców na kwestię tego, co w polskich warunkach prawnych oznacza to, że coś się nadaje do recyklingu. Bo to nie jest tak, że sobie te oznaczenia nadajemy, bo nam się wydaje, że jest „okej”, tylko trzeba spełnić dość jasne kryteria. Przemysław, jeżeli możesz, opowiedz o nich, bo to też jest taka wskazówka dla konsumenta, o co pytać producenta, który informuje o recyklingowalności opakowania.

Jeżeli myślimy o tym, jakie my powinniśmy zadawać pytania producentowi, to już jest bardziej kwestia tego, kto jest odpowiedzialny za dany produkt. Jeżeli pyta swojego dostawcę opakowań o to, co można z tym opakowaniem zrobić, no to faktycznie chodzi przede wszystkim o jego właściwy skład, czyli o to, co to opakowanie zawiera. Czy ono ma jakieś wzbogacacze? Chociaż to może bardzo nieprofesjonalne słowo, w każdym razie wszelkie elementy, które powodują, że opakowanie wygląda ładniej, ale często też jest trudniejsze w recyklingu. Druga sprawa to na ile jego surowiec materiałowy jest, że tak powiem, czysty. Czyli nie ma innych domieszek materiałowych, które mogą utrudniać przeprowadzenie procesu recyklingu. Istotne jest też to, jakiego stricte używamy surowca materiałowego. Czyli czy jest to jakiś podstawowy materiał, który występuje w obiegu, bo dzięki temu wiemy, czy jest to surowiec, który jest szeroko zbierany na terenie naszego kraju i może w ogóle zostać przekazany do recyklingu. Bo jeżeli wymyślimy sobie jakieś opakowanie, które nie jest typowym tak zwanym monomateriałem, czyli metalem, szkłem czy papierem, ale jest jakąś dziwną mieszanką ceramiki na przykład, to jest to opakowanie trudne do recyklingu, a przynajmniej nie ma jakiegoś szerokiego systemu zbiórki.

Uściślijmy jeszcze kwestię tego, skąd się biorą na opakowaniu oznaczenia o tym, że nadaje się ono do recyklingu. Co stoi za tym, że producent opakowania, dostawca opakowania, wprowadzający opakowanie może taki znaczek nanieść? To jest, jak rozumiem, dobrowolne, ale też mieści się w pewnych ramach. Co trzeba zrobić, żeby w ogóle móc rzetelnie powiedzieć: „moje opakowanie nadaje się do recyklingu”?

Otóż funkcjonują określone normy, które mówią o tym, jakie wymagania ma spełniać opakowanie, żeby mówić o nim, że jest przydatne do recyklingu, czy jakie wymagania powinno spełniać, żeby było przydatne do ponownego użycia. Dopiero wtedy, jeżeli te normy spełnia, to producent może takie oznaczenie nanieść. Stąd też ten wątek greenwashingu, o którym wspomniałaś. Często jest też trochę przez nieświadomość, a trochę z premedytacją przedsiębiorców, którzy zajmują się wprowadzaniem produktów w opakowaniach na rynek, nanoszą te oznakowania, a niekoniecznie zdają sobie sprawę z wymogów, które w tych normach się znajdują.

Tak. No właśnie, a jako że naszą rolą jest edukowanie konsumentów i przedsiębiorców, to przedsiębiorców kierujemy do odpowiednich regulacji, o których też wspomnimy jeszcze w artykule, a konsumentów do tych samych regulacji, żeby mogli weryfikować, czy coś greenwashingiem jest, czy nie jest. Czyli pytać o to, czy opakowanie zostało poddane odpowiedniemu badaniu. Z  naszego doświadczenia Interzero powiem, że realizując badania „Made for Recycling”, sprawdzające, czy dane opakowanie jest przydatne do recyklingu, spotykamy się często z zaskoczeniem dostawcy danej próbki: „Przecież ja byłem przekonany, zgodnie z deklaracją swojego dostawcy, że wszystko jest okej”. Bo to jest kolejny powód, dla którego warto weryfikować to, czy deklaracje mają jakiekolwiek pokrycie w badaniach i w faktach, nie chcę powiedzieć naukowych, ale że faktycznie te normy zostały spełnione.


Przemysławie, podsumujmy, bo trochę skakaliśmy po tematach, ale mam nadzieję, że wszyscy się w tym odnajdą. Mamy różnorodne oznaczenia opakowań. My dzisiaj skupiliśmy się na tych środowiskowych, związanych ze zrównoważonym rozwojem. Wiemy już, że one są dobrowolne. Wiemy już, że powinno się to robić w dobrej wierze i zgodnie z pewnymi normami. Wiemy, że my, konsumenci, mamy pewien punkt odniesienia w postaci informacji w miejscu sprzedaży, i jak to powinno wyglądać. Wiemy też, że absolutnie dobrowolne jest oznaczanie, a dobrą praktyką jest informowanie, gdzie wyrzucić odpowiednie elementy. Na zakończenie: gdybyś miał przesłanie do wprowadzających opakowania i do konsumentów – być może to będą dwa różne przesłania – à propos tego, od czego zacząć oznaczenia opakowań, to co byś powiedział?

Ja w ogóle myślę, że nie powinniśmy zacząć od oznaczenia, tylko od projektowania opakowań na produktach, żeby były możliwie jak najprostsze. Z jak najprostszych surowców i materiałów. I żeby można było je ewentualnie łatwo rozdzielać, jeżeli już mają kilka różnych rodzajów materiałów. Drugim etapem jest oczywiście właściwe ich oznaczenie po to, żeby wiedzieć, co później z nimi robić, i przekazywać tę informację dalej. I tutaj to przesłanie jest pewnie, jak zawsze dosyć nudne, ale niestety prawda jest taka: drodzy konsumenci, czytajcie etykiety i sprawdzajcie, gdzie wyrzucić dane opakowanie. Bo to też może być mylące. Nie zawsze jest tak, że opakowanie, którego się spodziewamy, jest tym, czym jest. To bardzo dziwna konstrukcja słowna, ale niestety taka jest prawda.

Tak. Mamy tutaj wyczarowany Matrix opakowaniowy. Rzeczy nie są tym, czym się wydają. Opakowania nie są tak dobre, jak niektórzy próbują nam przekazać. Mamy nadzieję, że trochę informacji o tym, jak oznaczane są opakowania, państwo uzyskali. Przemysław podpowiedział kolejny pewnie trop o ekoprojektowaniu. Ja podejmę ten trop. Oczywiście à propos opakowań, bo to jest ze wszech miar przydatne i dla producentów, i dla konsumentów, i po to, żeby cały system działał sprawnie. Przemku, bardzo Ci dziękuję za dzisiaj i mam nadzieję do usłyszenia w jakimś kolejnym odcinku „GOZ do dechy”.

Również bardzo dziękuję. Liczę na kolejne spotkanie. Pozdrawiam.

Posłuchaj pozostałych podkastów

Skip to content